Pomniki Poznania

Tablica Stanisława Matyi

W zakładzie nr 3 H. Cegielski – Poznań SA w czerwcu 1990 roku odsłonięta została brązowa tablica upamiętniająca przywódcę robotniczego strajku w czerwcu 1956 roku, stolarza z wydziału W 3, Stanisława Matyję. Zaprojektował ją i wykonał profesor Józef Petruk. O tablicy wiele więcej napisać nie można, ale o Stanisławie Matyi można i należy.

 

Stanisław Matyja określany bywa mianem „drugiego Wałęsy”, jednak jest to określenie niesprawiedliwie, bo to raczej Wałęsa mógłby być określany jako „drugi Matyja” („Solidarność” swoich korzeni szukała w wydarzeniach Poznańskiego Czerwca). O tym, że osoba Stanisława Matyi była ważna nie tylko dla Polaków, a opowieść o nim wielkie wrażenie robiła nawet za oceanem, opowiadał przed laty pastor Robert Gamble, twórca poznańskiego wydawnictwa Media Rodzina:

 

Gdy w roku 1983 w Polsce trwał jeszcze stan wojenny, słuchałem w Harwardzie wykładu profesora Lawrence’a Goodwyna na temat powstania Solidarności. Bardzo ważna stała się dla mnie opowieść o tym, co działo się w Poznaniu w 1956 roku. On, inaczej niż większość historyków, uważał, że demonstracje czy strajki to nie jest jakaś „iskra”, spontaniczny zryw, lecz przemyślana decyzja zaangażowanych w sprawę ludzi. Tamte wydarzenia wpłynęły w pewien sposób na moje życie – szósta rano 28 czerwca 1956 roku to ważny moment, w którym historia zaczęła zmieniać swój bieg, dlatego najważniejszym miejscem w Poznaniu jest dla mnie brama do Fabryki Wagonów i Lokomotyw Cegielskiego, skąd pierwsi strajkujący wyszli na ulice. Goodwyn zwrócił moją uwagę na głównego organizatora strajków, Stanisława Matyję, dobrego pracownika i bardzo szczerego, popularnego człowieka, stolarza w Fabryce Wagonów i Lokomotyw. Ten odważny robotnik stał się moim bohaterem. Zafascynowało mnie, że ludzie mogą siedzieć przy kuchennym stole i szczerze rozmawiać o tym, jak rozwiązać swoje problemy, co można zrobić, a co jest zbyt ryzykowne. Stało się to dla mnie inspiracją do założenia Radia Obywatelskiego. I zdecydowałem, że będzie ono właśnie tutaj, w Poznaniu. 

 

Stanisław Matyja szacunek kolegów z Zakładów Cegielskiego zyskał, odkąd podjął w nich pracę w grudniu 1951 roku, jako stolarz na wydziale produkującym wagony i lokomotywy. Pięć lat później pokazał, że jest nie tylko rzetelnym robotnikiem, ale za swoją pracę oczekuje rzetelnej zapłaty. Do legendy miejskiej urosła opowieść o tym, jak w 1953 roku wspiął się z nożem tapicerskim na słup, do którego przymocowana była szczekaczka z zakładowego radiowęzła i odciął ją, żeby nie słuchać dłużej fałszywych komunikatów propagandowych o tym, jak to buduje się socjalizm i robotnikom żyje się coraz lepiej. Nie złamał się, gdy wezwano go przed oblicze partyjnej komisji zakładowej i zażądał przywrócenia racjonalnych norm pracy i premii, których pozbawieni zostali robotnicy.

 

Jako człowiek bezwzględnie uczciwy, a przy tym potrafiący postawić się władzy i walczyć o prawa robotników, wybrany został do rady zakładowej. Gdy w czerwcu 1956 roku sytuacja znów była bardzo napięta, znalazł się w składzie delegacji, która pojechała na rozmowy w ministerstwie przemysłu w Warszawie, a potem relacjonował robotnikom ustalenia poczynione z ministrem.

 

To właśnie Matyja wyprowadził robotników Cegielskiego z terenu fabryki i szedł na czele ich pochodu przez miasto. Widział, jak przyłączają się do niego pracownicy z innych zakładów pracy, jak rozpoczęty przez niego marsz się rozrasta. Poprowadził ich ulicą Dzierżyńskiego (obecnie ul. 28 Czerwca 1956 r.), ul. Gwardii Ludowej (obecnie ul. Wierzbięcice), dotarł do ul. Towarowej (obecnie ul. Stanisława Matyi), którą powiódł poznańskich robotników na teren, otwieranych właśnie, Międzynarodowych Targów Poznańskich. Chciał żeby cały świat dowiedział się o tym, że robotnicy są niewolnikami w kraju, które głosi, że jest państwem robotników i chłopów:

 

Z tygla czerwonego od zniewolenia:

fala robotniczego protestu z „Ceglorza”,

jak lawa wylała się na ulice Poznania.

Zakipiało prawdą, krzykiem głośnym

– o wolność, prawo i chleb!

Bez fanfar, werbli, dzwonów i orderów.

Bez strachu z gołymi rękoma.

Z odważnie podniesionym czołem –

Przeciwko kłamstwu „czołowej siły narodu”

– spokojnym rytmem drewniaków

– wyzwolenie dla przyszłych pokoleń Polaków wybiła

 

Na czele poznańskich robotników dotarł na plac Mickiewicza. Tam wraz z tłumem czekał na pojawienie się przedstawicieli władz, aby rozmawiać z nimi w obecności wszystkich zainteresowanych, żeby potem nie było wątpliwości, kto co i komu obiecywał. Niestety, żaden przedstawiciel władz nie zdecydował się wyjść do strajkujących robotników, by rozmawiać z nimi o ich postulatach. Władza wybrała inne rozwiązanie.

 

Generałowie zaś i sekretarze

– do dzieci, ojców, matek, sióstr i synów

– strzelać celnie i ręce odrąbywać kazali

– mówiąc że to imperialistyczne warchoły.

 

Skoro zaś władza nie przyszła do robotników, to robotnicy odwiedzili władzę. Wdarli się do siedziby Miejskiej Rady Narodowej, Komitetu Wojewódzkiego PZPR, zdobyli gmach sądu, prokuratury i więzienia na Młyńskiej, a także posterunki policji i oblegali urząd bezpieczeństwa. W tych wszystkich zajściach nie brał już udziału Stanisław Matyja – on chciał rozmawiać, negocjować, a nie zdobywać miasto. Powrócił do zakładu pracy, zdjął robociarskie ubranie, a o godzinie 16.00 – jak każdy porzundny poznaniak – zasiadł do obiadu z rodziną.

 

Następnego dnia został aresztowany przez UB. Próbowano go skompromitować. Ujawniono informację, że w czasie okupacji jego rodzina podpisała volkslistę, a sam Stanisław Matyja i dwaj jego bracia walczyli w Wehrmachcie; pominięto oczywiście fakt, że wszyscy trzej z jednostek niemieckich zdezerterowali, a 16-letni Matyja zrobił to pod Bolonią i został włączony do jednostek junackich przy II korpusie gen. Andersa. Rozpowszechniano pogłoskę o tym, że Matyja był współpracownikiem UB. Do jego torby ubecy podrzucili dwa pistolety, chcąc go wrobić w czyny kryminalne, napad na posterunek milicji obywatelskiej. W czasie dwutygodniowego śledztwa został dotkliwie pobity, a zwolniono go po tym, gdy robotnicy Ceglorza zagrozili, że ponownie wyjdą na ulice, jeśli nie pojawi się wśród nich.

 

Matyja otoczony był odtąd wianuszkiem donosicieli. Badanie wykazało, że ma raka przewodu pokarmowego, czego skutkiem była resekcja ¾ żołądka. Jako niepełnosprawny przeniesiony został na stanowisko kontrolera jakości. Wiosną 1958 roku zwolniono go pod sfingowanym zarzutem rozpowszechniania ulotek nawołujących do nieposłuszeństwa wobec władz; latem tego roku prokuratura wycofała się z zarzutu, do pracy jednak Matyi już nie przywrócono. Wilczy bilet sprawił, że żaden zakład nie chciał go zatrudnić. Pracował dorywczo jako stolarz, budował stoiska targowe (tylko dla wystawców z krajów socjalistycznych, bo bał się prowokacji). Był harcmistrzem, prowadził kursy modelarskie, jednak nawet tu dosięgły go łapy służby bezpieczeństwa, która pozbawiła go licencji radiowej, niezbędnej dla zdalnego sterowania modelami.  

 

W 1980 roku legenda bohaterskiego przywódcy Poznańskiego Czerwca odżyła, został honorowym członkiem „Solidarności”, która w jego działalności szukała swoich korzeni, bo też trudno było sobie znaleźć lepszy rodowód. W dniu 28 czerwca 1981 roku, podczas uroczystości odsłonięcia Poznańskich Krzyży, był na placu Mickiewicza, przemawiał zaraz po Lechu Wałęsie: 

 

Przypadł mi dzisiaj wielki zaszczyt. Mam odsłonić Pomnik. Pomnik krwi, wiary i zwycięstwa. Kiedy spoglądam dziś, po 25 latach przeżytych, latach niełatwych, z jednej strony raduje się serce, z drugiej zaś wielki żal ściska człowieka, aby robotnik, który był uciskany, którego po prostu zniweczono, obdarto z godności ludzkiej, musiał uciec się do manifestacji o własną godność.

 

Paweł Cieliczko

 

Bibliografia

  • Piotr Bojarski, Stolarz burzy komunizm, „Gazeta Wyborcza – Duży Format” z dnia 30 czerwca 2008.  

  • Ludwik Grygiel, Pamięci Czarnego Czwartku ‘56, [w:] Czarny Czwartek. Wiersze o poznańskim Czerwcu ’56, wybór i wstęp Stefan Drajewski, Poznań 2006, s. 121.  

  • Dariusz Matelski, Działalność Stowarzyszenia „Poznański Czerwiec ‘56” w latach 1989-2008. Książka dedykowana prof. Edmundowi Makowskiemu, Poznań 2008.

  • Jarosław Mulczyński, Historia pisana na murach. Tablice pamiątkowe w Poznaniu po 1945 roku, „Kronika Miasta Poznania, 2001, 2, s. 264.

  • Robert Gamble, Poznań doznań, red. Bogusław Biegowski, Kinga Czachowska, Barbara Sauer, Poznań 2003, s. 62.

 

Netografia: